Film

Manchester by the Sea – czyli…

Manchester by the Sea – czyli emocjonalny kopniak w dupę. Bez smutnej otoczki, dobijającego soundtracku i męczeńskich min Willa Smitha (serio, w co drugim swoim filmie tak właśnie wygląda).
Jeden z smutniejszych obrazów. Film idealnie prezentuje złamaną ludzką psychikę. Elementy czarnej komedii czy takich zwykłych wątków obyczajowych (jak nastoletni bratanek, który obraca naraz dwie dziewczyny) świetnie komponują się z głębokim dramatem naszego głównego bohatera – bo tak jak nasze życie to mix emocji, tak tutaj też jest to przedstawione. Wyszło to wszystko wyjątkowo naturalnie.
Film ma jeszcze dwa duże plusy. Po pierwsze jest świetnie zagrany, a kilka scen to naprawdę aktorskie perełki. Po drugie jego konstrukcja, czyli przeplatanie teraźniejszości z przeszłością i odkrywanie wszystkich kart krok po kroczku – powinien zaangażować fabularnie uwagę każdego widza. Chociaż ostatecznie nie każdemu się spodoba. To nie jest łatwy w odbiorze film – nie daje odpowiedzi, nie mami wymuszonym happy endem. Po prostu ukazuje złamanego przez życie „Kowalskiego”. 9/10
#film #kino #dramat #waropoleca

Powered by WPeMatico