Film

Dla mnie najlepsza…

Dla mnie najlepsza walentynkowa propozycja i kinowa miłość. Czy są też tutaj ludzie, którzy autentycznie zakochali się w „La La Landzie”?
Może i zabrzmi to pretensjonalnie, ale ten właśnie film – w przeciwieństwie do większości musicali – ma własną duszę i wpływa na emocje osadzone w serduszku, a nie płynące z wizualnych wrażeń. La La Land nie ściga się z konkurentami na najpiękniejsze śpiewy i najbardziej finezyjne kroki taneczne. Stawia bardziej na oryginalność, nietuzinkowość, ale też morał historii, który wykracza głębią poza pewien utarty schemat w tego typu filmach. Ponadto La La Land stanowi piękną laurkę dla wszystkich niespełnionych marzycieli. Przekaz jest prosty – rzeczywistość brutalnie weryfikuje nasze cele i marzenia, ale mimo to żyjmy nimi dalej, bo bez nich pozostajemy z niczym.
Trzeba podkreślić, że to jeden z lepiej poprowadzonych filmów. Bardzo łatwo można było tutaj się pogubić, przedobrzyć lub zgubić przekaz. Ale tak się nie stało – reżyser Damien Chazelle wszystko miał pod kontrolą. Jego dzieło to istna perełka w historii kinematografii.
Ścieżka muzyczna to cudo.
Zakończenie to jedno z lepszych zakończeń ever.
Jedyne do czego mógłbym się doczepić to faktycznie wydaje mi się, że momentami ten film powinien mieć lepsze sceny choreograficzne. Widziałem w necie różne tańce i hulańce w rytm La La Landu i cóż… chyba zdarzały się lepsze, niż w filmie. Śpiewów nie będę się czepiał, ja raczej nawet wolę te niedoskonałe głosy, niż tenory liryczne a’ la Luciano Pavarotti. 9/10
#film #kino #musical #walentynki #lalaland #waropoleca