Film

Czasami podczas oglądania…

Czasami podczas oglądania filmu kiełkuje mi w głowie myśl, że właśnie obcuję z dziełem, które jest jednym z powodów istnienia kina. Opowiadać nierealne historie w niewiarygodny sposób, żeby widz nie rozkminiał, że to przecież nie może być. Aura/El Aura 2005 to właśnie taki film.
Opowieść o kilku dniach z życia Estebana Espinosy, taksydermisty marzącego skrycie o napadzie na bank. Sęk w tym, że Esteban jest człowiekiem bardzo skromnym, cichym i introwertycznym, o pacyfistycznym nastawieniu. A jakby tego było mało cierpi na epilepsję. Nie bardzo nadaje się na rabusia, ale od czego są filmy. 🙂
Przygoda Estebana rozpoczyna się na polowaniu, kiedy zupełnym, zupełnym (zupełnym) przypadkiem zabija człowieka, a konkretniej speca od rabunków. W jego chacie znajdzie szczegółowo rozpisany plan napadu.
„El Aura” to drugi i niestety ostatni film Argentyńczyka Fabiana Belinsky’ego (pierwszy opisałem tutaj). Wielka szkoda, bo facet miał niesamowity talent do opowiadania.
W przeciwieństwie do hollywoodzkich heist movies, gdzie wiele czasu poświęca się na przygotowanie i zorganizowanie akcji, Belinsky prowadzi zżeranego ciekawością i obsesją Estebana przez ciąg tropów przybliżających go do uczestnictwa w prawdziwym napadzie. Robi to powoli, spokojnie i z wyczuciem, jak przez sen. Oglądając „Aurę” miałem wrażenie uczestnictwa w jakiejś onirycznej baśni. Co zresztą nie jest takie nieprawdopodobne, ponieważ w scenie otwierającej Esteban budzi się po jednym z ataków epilepsji, a sam film jest o spełnianiu marzeń. Choć jak to zwykle bywa z marzeniami, kiedy skonfrontować je z rzeczywistością nie wszystko przebiega zgodnie z wyobrażeniami.
8/10
Gorąco polecam, choć uprzedzam, że film nie jest łatwy w odbiorze. Ma swoje tempo i albo dasz się zahipnotyzować albo odpadniesz po góra 1/2h.
#seansniezwyczajny